czwartek, 17 października 2024

Rozszerzona (Nie)Rzeczywistość.





Cześć Czytelnicy,

 

Postęp technologiczny na świecie pędzi szybciej niż bajkowy struś pędziwiatr. Zobaczmy na fakty. W ostatnich latach tak wiele nam przybyło. Tak mocno wciąż utrwalamy w sobie jako ludzie, że nasz potencjał nie ma granic, zaś ścieżka, która jest przed nami, nie skończy się, póki sami tak nie zdecydujemy. Mamy rok 2024. Rok prężnego rozwoju sztucznej inteligencji, robotyki, nanotechnologii, sieci czy właśnie tematu, który chcę dzisiaj poruszyć – rozszerzonej rzeczywistości. 💙

Czym jest rozszerzona rzeczywistość (AR) i jak działa? Rozszerzona rzeczywistość jest technologią cyfrową, opartą na sztucznej inteligencji, której zadaniem jest (w odróżnieniu do wirtualnej rzeczywistości (VR)) generowanie obrazów komputerowych i „wklejanie” ich na prawdziwy obraz rzeczywistości. Bardzo łatwo przyjrzeć się podstawowemu zamysłowi tej praktyki, biorąc pod lupę takie gry mobilne jak wycofany Wiedźmin: Pogromcy Potworów czy znane na całym świecie Pokemon Go. Dzięki nakładce AR, poprzez obiektyw aparatu, możemy dostrzegać stworki z gry, nałożone na realny krajobraz. W grach telefonicznych jest to nadal moduł bardzo prymitywny i mało immersyjny, natomiast na pochwałę zasługuje implementacja tej technologii w grach na urządzenia przenośne. Jeżeli być dokładniejszym, technologia AR działa od lat również w różnorakich aplikacjach do obróbki zdjęć, na mediach społecznościowych, Tiktoku czy Snapchacie. Przeróżne filtry nakładane na twarze użytkowników to w końcu również zasługa rozszerzonej rzeczywistości. Jest to zastosowanie jeszcze prostsze, natomiast bardzo wyraźnie pokazuje nam, jak mocno i jak długo siedzimy w temacie, nie zwracając już nawet na to szczególnej uwagi. 😎



Pokémon GO's new AR+ mode uses Apple's ARKit to make it appear hyper realistic (idownloadblog.com) – źródło obrazka.

 

Rzeczywistość rozszerzona to jednak nie tylko wirtualne obrazy. To także efekty dźwiękowe. W kinach 5D, można uznać nawet zapachy za jej elementy, choć już wtedy nie byłaby to do końca prawda. Poruszając się w obszarze technologii, napomknąć można, iż prawdziwy potencjał wykorzystywania tej metody mapowania i generowania obrazów, wykorzystują coraz mocniej gogle VR, szczególnie w branży motoryzacyjnej, lotniczej, gier wideo a nawet w medycynie. AR jest przyszłością, nie mam co do tego żadnej wątpliwości. Dzięki neurowszczepom, połączonym z goglami VR, niewidomi mogą odzyskać (bądź uzyskać) wzrok. AR podczas jazdy autem wytyczy nam najlepsze trasy z GPS na bieżąco, monitorując jednocześnie nawierzchnie, wyraźnie zaznaczając nam dziury i przypominając o dostosowywaniu prędkości do przepisów ruchu drogowego. Podczas skomplikowanych operacji lotniczych bądź lotów pasażerskich, AR na bieżąco będzie przesyłać instrukcje z centrali, rozpoznawać typy chmur po ich gęstości i monitorować prędkość wiatru czy natężenie opadów. Pomoże także uniknąć kolizji, obudzi, gdy za długo będziemy mieli zamknięte oczy. 😱

W grach komputerowych niewątpliwie technologia rozszerzonej rzeczywistości jest w stanie zrewolucjonizować immersyjność świata przedstawionego. Gry używające wirtualnej rzeczywistości już to robią, natomiast u niektórych graczy, nie potrafiących się dobrze wczuć w produkcje, wywołują one dysonans i niepokój, nie pozwalają również na sprawną kontrolę granic przestrzennych co powoduje często urazy, jeżeli nie zabezpieczy się odpowiednio przestrzeni przed sesją. Przy AR tego problemu nie będzie, a przynajmniej zostanie on możliwie zminimalizowany, dzięki specyficznemu konstruktowi rzeczywistości, nie w pełni realnej i nie w pełni cyfrowej. Póki co zastosowanie tej techniki w grach, ogranicza się raczej do prostych aktywności, często o sportowych korzeniach. Gry w tenisa, ping-ponga czy kręgle. Wszystko co nie wymaga rozciągnięcia rzeczywistości na dużą skalę. Ciekawym pomysłem jest również wykorzystywanie gogli VR w terapii. Nie tylko pomagają one mierzyć się z lękami, ale także mogą pomóc ludziom lepiej się motywować i łatwiej nawiązywać relacje terapeutyczne. Kto nie chciałby chociażby, by pomocy psychologicznej udzielał mu jego idol z dzieciństwa czy jakaś wirtualna postać, którą darzy dużym ładunkiem emocjonalnym? Porady w takim wypadku mogą zapadać w pamięć lepiej i chęć do pracy nad sobą może szybować w górę. Nie jest to natomiast rozwiązanie skierowane do każdego, lecz do osób, na które nie działają konwencjonalne metody terapeutyczne. 😸

No więc, korzyści pokrótce przedstawiłem, ale co właściwie to wszystko dla nas znaczy w sensie bardziej psychologicznym? Czy są jakieś zagrożenia czy przeciwwskazania do stosowania AR albo VR? Otóż w dobie cyfryzacji, kiedy zdecydowana większość społeczeństwa podpięta jest do sieciowej machiny, bardzo łatwo odnieść wrażenie, że wielkie korporacje prześcigają się w kolejnych propozycjach i wynalazkach, które niejako mają ludzi jeszcze mocniej uzależnić od technologii. Pytanie jakie sobie często stawiam brzmi: Czy na pewno widzę w tym więcej zła niż dobra? Odpowiedź brzmi: nie. Jestem zdecydowanym zwolennikiem eksploatowania technologicznych dobrodziejstw, szczególnie tych z pogranicza alternatywnej rzeczywistości. Czemu? Już tłumaczę.

Ludzie skonstruowani są w sposób niezwykle zawiły, jednak przy tym niebywale prosty. Wszystkimi naszymi uczuciami rządzą hormony, zaś od wieków gatunek ludzki pokazuje, że pogoń za doświadczeniami wpisaną mamy w geny. To jest pierwszy argument, przemawiający za doświadczaniem czegoś więcej niż rzeczywistości. Doświadczenia = rozwój. 😁

Drugim argumentem, który przedstawię jest przebodźcowanie, lub też znudzenie światem. Jako ludzie cały czas gdzieś pędzimy. Zamknięci jesteśmy w ramach norm i zasad („Bogu dzięki”), doświadczamy także ciężkich chwil, upodleń, dużego napięcia i pozornego braku czasu. To wszystko zaś, potrafi wygenerować w nas na tyle dużo lęków, obaw, smutku i rozżalenia, że kończymy w którymś momencie naszej egzystencji z zaburzeniami, o których często nawet nie wiemy. Czasem trzeba się zatrzymać bądź zatracić w czymś, żeby odzyskać choć na chwilę stabilność, której tak desperacko potrzebujemy. Bardzo dużo osób robi to jednak w sposób niezdrowy. Tworzą się kompulsje, zawiązują uzależnienia, szczególnie od środków zmieniających działanie naszej percepcji. Tym razem to pogoń za ucieczką staje się problemem. No i tutaj właśnie, cała na biało wchodzi rozszerzona rzeczywistość oraz wirtualna rzeczywistość. Obie technologie pozwalają zanurzyć się w nieco innym świecie, odległym od naszego, bądź niesamowicie podobnym, a jednak innym. W świecie, w którym to my w dużej mierze kontrolujemy przebieg historii. W świecie, który daje nam możliwości dalece niekiedy odbiegające od naszego, codziennego. Owszem, ucieczka w świat wirtualny to nadal ucieczka, która mało wspólnego ma z konstruktywnym i mozolnym przepracowywaniem swoich emocji i doznań. Jest to jednak metoda regulacji o wiele bezpieczniejsza niż popadnie w różnego rodzaju używki czy wyładowywanie swoich emocji na innych ludziach. Technologia AR i VR jak już wspominałem, ma też duży potencjał terapeutyczny, jeżeli tylko jest rozsądnie używana.

Trzecim argumentem jest potrzeba rozwoju i bycia częścią czegoś. Integracja jest ważnym mechanizmem ludzkiego przetrwania. Dzięki dostosowywaniu się do różnych warunków i socjalizacji z przeróżnymi typami osób, jesteśmy w stanie zdrowo funkcjonować i nie lękać się podejmowania wyzwań, oraz samych kontaktów międzyludzkich. My ludzie lubimy też być elementem czegoś większego niż my sami. Testując produkty i wydając pieniądze na wszelkie nowinki technologiczne, wspieramy tym samym nie tylko gospodarkę, ale przede wszystkim twórców. Dzięki temu mają fundusze by rozwijać samych siebie, nam zaś oferować coraz to więcej. Kupując i używając gogli VR, wspieramy bardzo szerokie spektrum dziedzin, w których technologia rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości zaczyna coraz mocniej brylować i poprawiać nie tylko status korporacji, ale i samych ludzi. Rozwój to potęga. Rozwój to udogodnienia. 💓

Wydawać by się mogło po moim artykule, że świat rozszerzonej rzeczywistości to niemal pełne spełnienie ludzkich marzeń i ambicji. Owszem, podchodzę do tego tematu bardzo subiektywnie jako fan nowinek technologicznych, nie zapominajmy jednak, że wszystko co wyszło spod rąk ludzkich, ma wady, nie jest doskonałe. Najczęściej podnoszoną kwestią, jeżeli chodzi o obawy, jest ta związana ze sztuczną inteligencją i jej niesamowicie szybkim rozwojem. Szczerze, nie bardzo widzę świat jak z filmu „Terminator”, nie uważam by roboty mogły nam bezpośrednio zagrozić. Owszem, gogle mogą się popsuć i przestać prawidłowo przekazywać obrazy na siatkówkę naszego oka, mogą być zakłócane przez wszelkie impulsy elektromagnetyczne i może to powodować zagrożenie życia w bardzo ściśle zawężonych warunkach. Nie będzie jednak tak, by same z siebie rzutowały nam obrazy, których widzieć nie chcemy. Sztuczna inteligencja udoskonalana jest jako wsparcie, nie antagonista. Nikt przy zdrowych zmysłach, nie dopuściłby do uzyskania przez AI świadomości. Nie jest to zresztą możliwe, ponieważ prawdopodobnie nigdy nie poznamy całej struktury naszego mózgu i skomplikowanej sieci neuronalnej. 👽

Drugim zagrożeniem stosowania wirtualnej implementacji w codziennym życiu, jest możliwość uzależnienia. Tak jak pisałem, obecnie coraz więcej ludzi korzysta z dobrodziejstw cyfryzacji, nie rzadko popadając w uzależnienia w różnych kierunkach z nią związanych. Gry, media społecznościowe, seriale, filmy a nawet muzyka, wszystko to może być narzędziem do szybkiego wyregulowania emocji, co niesie za sobą ryzyko odtwarzania schematów wciąż i wciąż. Doświadczenia tak skrajne jak AR albo VR, mogą znacznie pogłębić, bądź przyspieszyć proces wchodzenia w uzależnienie. Siła przekazywanych sygnałów jest w tym wypadku niebywale mocna i w pewien sposób powiązana z doświadczanym realizmem. Zacierają się wtedy granice i racjonalne myślenie o problemie, może cechować się jeszcze mniejszą skutecznością niż to bywa zazwyczaj.

Trzecim zagrożeniem, już trochę na wyrost, jest wzbogacanie wielkich gigantów korporacji technologicznych. Wcześniej wspomniałem o tym jako o zalecie, ponieważ większy budżet to więcej badań, eksperymentów, gadżetów i rozszerzanie działalności. Warto jednak dodać, że już teraz jest parę elit, które z całą pewnością mają nazbyt wielkie wpływy i pożerają wciąż mniejszych. To zawsze dobre pytanie, czy wolimy bardziej demokratyczny ustrój, gdzie każdy ma coś do powiedzenia, ale decyduje większość, czy bliższa nam struktura bardziej monarchistyczna, gdzie paru gigantów decyduje między sobą o losach innych. Jak na moje oko i tak źle i tak nie dobrze.

Krótko podsumowując. Technologia AR i VR to niewątpliwie nie jest szczyt ludzkich możliwości i technika idealna, która zapewni nam wszystkim rozszerzone możliwości bez większych wad, zagrożeń i kosztów. Natomiast zdecydowanie polecam przekonanie się na własnej skórze, czy zwyczajnie jest to coś, co Wam moi Drodzy odpowiada. 😇

Pozdrawiam serdecznie.

Tester Doświadczeń

czwartek, 10 października 2024

Opętanie – studium przypadku

 




Cześć Czytelnicy,

 

Czy wierzycie w opętanie? W tym tekście mam zamiar nieco porozprawiać na temat tego niezwykle interesującego zjawiska. Spróbuję do niego podejść uczciwie, czyli zawrzeć i poglądy mające podłoże religijne, jak i spoglądające od strony psychiatrycznej i psychologicznej. Na wstępie, zajmę się samym wprowadzeniem do zagadnienia. 👽

Czym jest opętanie, jak przebiega, co za nie odpowiada? Odpowiedzmy wpierw z perspektywy okultyzmu. O opętaniu mówimy, jeżeli jakaś istota ze świata astralnego, dostanie się do elementów naszej duszy i usiłuje się z nimi zespolić, bądź je wydalić z nas samych, w celu pozyskania śmiertelnego ciała. Do owładnięć zdolne są wszelkie byty niematerialne - duchy, demony i istoty energetyczne, niemające bezpośredniego powiązania ze światem. Czemu do tego wgl. dochodzi? Staje się tak zazwyczaj po kontakcie z przeklętymi przedmiotami, ekspozycji na silne, duchowe doświadczenia bądź na życzenie nosiciela. W skrajnych przypadkach, mówi się, że do opętania może dojść również przez sen, praktyki okultystyczne a nawet z powodu określonych, niemoralnych uczynków. 👹

Ile w tym wszystkim prawdy? Tyle co kot napłakał. Opętanie jako proces pozyskania ciała i duszy przez istoty astralne, nie istnieje. Opowiem Wam Czytelnicy moje doświadczenie z wywoływania duchów i demonów. Jako dziecko, byłem nieco nawiedzony. Studiowałem przypadki paranormalnych zjawisk, fascynowałem się UFO, przywoływałem siły nieczyste z ciekawości. Nie powiem, obcowanie z okultyzmem zawsze napawało mnie lękiem, który mieszał się z szacunkiem. Wszelkie praktyki okultystyczne przesiąknięte są mistycyzmem, co daje wrażenie naprawdę konsternujące. Z jednej strony robiąc to co robisz, czujesz się jak skończony idiota, z drugiej zaś strony przepełnia Cię pasja i jakiś niepokojący dreszczyk emocji. Przynajmniej u mnie i moich znajomych tak to wyglądało. No więc, demony wywoływać zdarzało mi się cztery razy w życiu i tylko raz efekt, który osiągnąłem, był zadowalający dla moich eksperymentów. Zasada jest prosta, im większa otoczka w około obrządku, tym mózg wyraźniej reaguje na to co mu się wmawia. Nie, nie widziałem żadnego z demonicznych książąt, których usiłowałem wezwać pod swoje panowanie (gruby kaliber), poczułem za to wyraźnie czyjąś obecność w pokoju i wrażenie to mnie przytłoczyło. Świece nie zgasły, światy nie zaczęły się przenikać, głosów nie było, firanki nie drgnęły, ale ja się bałem. Odmawiałem chrześcijańskie modlitwy nakryty kocem, póki mi nie przeszło. Wrażenie chodziło za mną jeszcze trzy dni, zanim się ogarnąłem, że przecież w sumie nic się nie stało. Mózg kocha autosugestię i z miłą chęcią podarował mi to, czym chciałem zostać obdarowany. Natomiast jakbym miał uwierzyć, że Asmodeusz, Lewiatan czy Belial odpuścili mi po paru modlitwach i trzech dniach, nie powodując w około mnie żadnej tragedii, to proszę Was... 😌 

No więc czym tak właściwie jest opętanie, spoglądając ze strony psychiki ludzkiej? Proces ten jest niczym innym jak stanem psychotycznym, mogącym towarzyszyć takim zaburzeniom jak schizofrenia czy CHAD (choć tu o wiele rzadziej). Takie problemy jak epilepsja, guzy mózgu, nadciśnienie czy nawet wycieńczenie, mogą spowodować napady psychotyczne. W terminologii medycznej nie używa się natomiast pojęcia „opętanie”, zastępuje je „owładnięcie”. Owładnięciem nazywamy stan, w którym człowiek czuje, że coś opanowuje jego ciało i myśli, nie pozwalając mu do końca kontrolować swoich słów i czynów. Od razu wszystko się rozjaśnia, prawda? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wielu szamanów i księży, wciąż „wypędza z ludzi demony”, wpędzając ich z jednego stanu psychotycznego w drugi. Osoba „wyzwolona” od opętania, zostaje później fanatykiem religijnym, jej zaburzenia koncentrują się po prostu w innych ramach. Drugą stroną medalu jest to, że większość przypadków osób opętanych, to osoby z konserwatywnych, wierzących rodzin, bądź te, które same głęboko wierzą.  Tak więc już sam dom potrafi ukształtować to w jakim kierunku pójdzie powstałe zaburzenie. 👺

Najgłośniejszym przypadkiem opętania i niekompetencji kościoła, była Anneliese’a Michel. Ta młoda dziewczyna z Niemiec, pochodząca z bardzo wierzącego domu, zaczęła cierpieć na epilepsję już w wieku 17 lat. Z czasem do objawów jej choroby zaczęła dochodzić pogłębiająca się depresja, zaburzenia lękowe i stany psychotyczne. Stopniowo zaczęła usuwać się z życia publicznego i przesiadywać większość czasu w domu. Jej rodzina uznała ją za opętaną przez Szatana i zaczęła walczyć o udzielenie jej egzorcyzmów. Błagali o egzorcyzmy dla niej przez siedem lat, zamiast starać się oddać córkę pod opiekę specjalistów (dziewczyna sama odmówiła leczenia). Stan Anneliese’y stale się pogarszał, depresja wyniszczała jej ciało. Dziewczyna okaleczała się i głodziła. Pogrążała się melancholii i zaczęła gardzić Bogiem za los, który jej zesłał. Zaburzenia psychiczne nasilały się każdego dnia. Po 7 latach (tak, po siedmiu latach cierpienia) uzyskano zgodę na podjęcie egzorcyzmów. Przez 10 miesięcy, dwa razy w tygodniu (w czterogodzinnych sesjach) była poddawana torturom przez kapłanów. Smagali ją pejczami, okadzali kadzidłem, dusili pismem świętym, lali wodą święconą, wiązali ją i potrząsali nią i krzyczeli na nią jeden przez drugiego. Stan dziewczyny był tak fatalny, że odpowiadała im z perspektywy nadnaturalnej istoty i wyśmiewała ich prośby. Przedżeźniała ich modlitwy i traktowała łacińskimi i aramejskimi sentencjami, krzyczała, wiła się, wykazywała dużą agresję w stosunku do „świętych” symboli. Po 10 miesiącach, tuż po ostatniej sesji, zasnęła i zmarła we śnie. Wychudzona, poobijana, poraniona, z niedotlenieniem mózgu i skrajnym wyczerpaniem emocjonalnym. Dopiero po tym wydarzeniu i wyrokach skazujących dla kleryków, kościół Niemiecki wyparł się teorii istnienia opętania, uznając je za zaburzenie psychiczne (do dziś istnieje zakaz przeprowadzania egzorcyzmów w Niemczech). 😉

Ze swojej strony chciałbym jeszcze zaznaczyć, że nadal mamy niewielkie źródła informacji apropos zaburzeń psychotycznych i reakcji organizmu na takie zaburzenia. Podobnie jest z działaniem hipnozy. Wiadomo jest, że niektórzy ludzie, chociażby w Indiach, Japonii i Chinach, słyną z tego, że dają się opętywać różnym bytom, pozyskując przy tym ich zdolności. Z jednej strony jest to oczywiście absurdalne i nieprawdziwe, z drugiej zaś, to jak wprowadzają się w trans, robi wrażenie. To tylko utwierdza mnie wciąż i wciąż w zdaniu, że mózg jest doprawdy wspaniałym organem, który potrafiłby zrobić naprawdę niezwykłe rzeczy, gdybyśmy tylko wiedzieli, który „guziczek” nacisnąć. To tyle na dziś. 💘

Pozdrawiam,

Tester Doświadczeń

czwartek, 3 października 2024

Czterej wrogowie spokoju...




Cześć Kochani.

 

Często bywa tak, że czujemy potworne zmęczenie. Jest nam źle, jesteśmy zdemotywowani ciągłymi porażkami, zawodzimy się na innych. To wszystko jest jednak bardzo naturalne i stanowi nieodłączną część życia w społeczeństwie. Nie da się uniknąć przykrych doświadczeń, jednak można starać się maksymalnie niwelować ich wpływ na własną osobę. Nigdy nie jest to proste, jednak dbanie o siebie, stanowi fundament komfortu istnienia. 💙

No, ale kto to mówi? Ja przez niemal trzynaście lat swojego życia, nie dbałem o siebie prawie wcale. Zaspokajałem swoje najbardziej oczywiste pragnienia i karmiłem nałogi, nie można powiedzieć, że przykładałem się do życiowej higieny, choć trochę.  Nie chcę jednak, by ktokolwiek popełniał moje błędy, więc, jeżeli mogę kogoś przed nimi przestrzec, będę to robił za pomocą takiego medium, jakie obrałem – tekstów literackich. To trochę paradoks i hipokryzja w moim wydaniu, bowiem, jestem zdania, że najlepszym możliwym nauczycielem życiowym jest błąd własny. Nic nie uczy tak dosadnie i z taką mocą jak popełniane błędy. Znam jednak ich wagę i to jak długi ślad potrafią za sobą zostawić. Przestroga natomiast, nie narzuca nikomu działania w sposób taki, jaki bym chciał, jest tylko obrazem na płótnie. Można zatrzymać się przy niej i czerpać natchnienie. 💖

A więc jak uniknąć nadmiernego cierpienia, związanego z zaistniałą sytuacją? Pierwszym istotnym wrogiem, który skutecznie to utrudnia jest tak zwany overthinking. Myślenie ponad miarę i analizowanie rzeczy bez końca, rzadko przynosi spokój i równie rzadko wnosi coś nowego do sprawy, którą się wałkuje. Jasne, można stwierdzić, że naukowcy rozważają niekiedy problemy całe lata, nim znajdą zadowalające rozwiązanie. Overthinking jednak nie opiera się na klasycznej analizie, ekstrakcji i porównaniach w drodze do rozwiązania. Jest to raczej myślenie chaotyczne, rozgałęzione na kwestie w około tej istotnej i sięgające w świat tez bez pokrycia, oraz bez istotnych przesłanek. Jak powstrzymać się przed wdrążaniem tego szkodliwego dla nas procesu? Musimy być po prostu uważni. Jeżeli nasze myślenie spowodowane problemem, bardzo szybko przeskakuje z kwestii na kwestię i łapiemy się nad tym, że rozważamy nagle zupełnie coś innego, niż powinniśmy – zwyczajnie trzeba się w tym zatrzymać. Medytacja jest bardzo polecana do nauki wyłapywania myśli. Istnieje zaś cała masa praktyk medytacyjnych, może kiedyś zbiorę się by je wszystkie przeanalizować i poddać ocenie wynikającej z własnych doświadczeń i wiedzy. 😃

Drugim wrogiem jest odgórne nastawienie. Jest to proces, który niestety jest w bardzo dużej części zautomatyzowany. Nastawiamy się na coś i oceniamy, postrzegając. Samo spostrzeganie czegoś, jest połączone z procesami odpowiadającymi za nastawienie. Zazwyczaj, by zmienić odgórne nastawienie, musimy wpierw nabyć wiedzę na temat tego, do czego się nastawiamy. Jest to podstawowy mechanizm i również przebiega on w sposób płynny, bez większego udziału naszej kontroli. Nie mniej jednak, nasz mózg jest na tyle specyficzny i na tyle skomplikowany, że do wielu procesów, które zachodzą w nas bez zaangażowania z naszej strony, wiodą też skróty. Tak jest i w tym przypadku. Odpowiedzią na odgórne podejście, są afirmacje. Na ogółem nie jestem dobrze nastawiony do osób, które propagują afirmacje, ale głównie z powodu ich bezmyślności. Afirmować można tylko rzeczy realne, takie, które da się w logiczny sposób osiągnąć i które nie polegają na niemożliwych powiązaniach czy boskiej ingerencji. Jeżeli widzi się coś lub kogoś, do czego/kogo odgórnie się nastawiamy i czujemy określone emocje (tu nadal potrzebna jest jednak świadomość zachodzących procesów), należy powtórzyć sobie do momentu ich wygaszenia „Nie znam, nie oceniam. Poznam, ocenię” lub podobną frazę określającą stan, który zamierzmy osiągnąć. Jeżeli nie jesteśmy w stanie w ten sposób nakierować się na potrzebny efekt, znaczy to, że nasza kontrola nad myślami, nadal jest zbyt mała. Warto zaznaczyć, że w głębi nasza odgórna ocena i tak zostanie, jest to proces nie podlegający kontroli. Dzięki opisanej technice, można co najwyżej wygasić ją do stopnia, który nie będzie powodował w nas niepotrzebnych emocji. 💣

Trzecim wrogiem, jest smutek, który zwalczyć do pewnego stopnia można czynnością oddalającą nieco efekty cierpienia. Jest to coś niebywale prostego, jednak o udowodnionej skuteczności. Uśmiech. Uśmiechając się mimo smutku, ogłupiamy nasz organizm, który otrzymując sprzeczne sygnały, chcąc nie chcąc, trochę nam odpuszcza. Nie jest to oczywiście magiczne remedium, nie niweluje problemu, pomaga jednak go przetrwać na tu i teraz. Warto być jednak świadomym, że uśmiech podczas gdy inni nas ranią, stanowi miecz obosieczny. Lepiej przyjmujemy na siebie kierowane w naszą stronę zło, jednak jednocześnie osoby, które to zło sprawiają, nie są w stanie pojąć, że robią nam coś złego. Z tego natomiast wynika kolejna prawidłowość, określona z pomocą indywidualności danej jednostki. Jedni bowiem widząc, że coś nas nie rusza, zaczną odpuszczać. Inni zaś, zaczną wdrążać raniące nas zachowania jako rutynę, co skaże nas na nadmierną ekspozycję na ciężkie emocje. Pamiętajmy również, że smutek jest niesamowicie ważną emocją i nie zachęcam do nieprzeżywania go. Zawsze trzeba znaleźć bezpieczną chwilę, w której będziemy mogli pozwolić sobie na wylanie emocji, która nam ciąży. Nie czekajmy też z tym długo. 😎

Swoistym podsumowaniem i finałowym wrogiem względnego spokoju i równowagi, który ułatwia przepływ cierpienia, jest niezrozumienie. Najgroźniejszy i najbardziej skomplikowany mechanizm, który zawiera w sobie wszystkie poprzednie. Wpierw odgórnie się nastawiamy, później overthink’ujemy, następnie czujemy pewnego rodzaju smutek, kiedy mnogość rozwiązań, nie przybliża nas do tego prawidłowego względem danej sytuacji. Czy da się przyspieszyć proces zrozumienia? Nie da się. Musimy przejść przez wszystkie opisane przeze mnie fazy zwycięsko, dopiero wtedy, na końcu drogi, znajdziemy zrozumienie. Bądź i nie. Nie da się tego przewidzieć. ❤

Nie opisałem bardzo wielu metod na gorsze samopoczucie. Skupiłem się jedynie na głównych wrogach spokoju, którzy potęgują cierpienie i na walce z nimi. Co do rozładowywania napięcia, napiszę kiedyś o moich na to sposobach, uważam jednak, że to mocno indywidualna kwestia. To, że coś pomaga mi, nie oznacza, że pomoże komuś innemu. To na tyle.

Trzymajcie się Czytelnicy!

Tester Doświadczeń

czwartek, 26 września 2024

Trochę prywaty - życie pozaziemskie.

 


Hej, hej Czytelnicy.

 

Mimo, że czasy nastoletnie już dawno za mną, nadal jestem w stanie przywoływać (w większości) z dość dużą wyraźnością wspomnienia, które mam z tamtych lat. Ostatnio bardzo dużo zamieściłem komentarzy w sieci, które podważają świecki światopogląd innych osób. Od wielu lat jestem zadeklarowanym ateistą, więc z wyjątkową łatwością przychodzi mi merytoryczna krytyka poglądów religijnych. Mam przy tym nadzieję, że nikogo nie uraziłem. Zawsze staram się trzymać wysoki poziom dyskusji, także względem kultury. Chciałbym trochę opowiedzieć dziś o mojej fascynacji cywilizacją pozaziemską, która została mi zaszczepiona za młodych lat i która wielokrotnie budziła we mnie lęk. 😨

Życiem pozaziemskim, zacząłem interesować się już w trzeciej, może zaś czwartej klasie podstawówki. Jako dziecko, nawet jak na dziecko, byłem prawdziwym odszczepieńcem, jeżeli chodzi o poglądy i zainteresowania. Wraz z byłym przyjacielem, którego znałem od malutkiego, wielokrotnie ganialiśmy po podwórku, fantazjując o zapomnianych krainach, przeżywając wpół wyimaginowane przygody i szukając skamielin dinozaurów czy dowodów na istnienie zjawisk paranormalnych. Większość rówieśników nas wyśmiewała, natomiast szczególnie okrutne żarty i docinki, leciały ze strony starszych. My jednak byliśmy zbyt otwarci, naiwni, nazbyt komunikatywni i pragnący poklasku, można uznać wręcz, że sami byliśmy sobie winni. Często każdą wyprawę, jaką zaczynałem z przyjacielem, kończyłem ostatecznie sam. Nad nim rodzina sprawowała bardzo sztywną pieczę. Jeżeli babcia nie widziała go z okna, kiedy akuratnie przez nie wyjrzała, błyskawicznie wszczynała raban, a kto był winny całego zła? Ja. Zbytnio jednak oddalam się od tematu, do oryginalnych przygód z dzieciństwa, wrócę jeszcze, nie raz. 👿

Prawdziwym przełomem w moich zainteresowaniach był oglądany czasem z mamą serial, Z Archiwum X. Dzięki niemu, zacząłem wierzyć w obcych i przyswajałem metody, w jaki sposób prowadzić swoje własne, prywatne śledztwa. Scully (Gillian Anderson) i Mulder (David Duchovny) byli moimi idolami. Prawdziwymi detektywami, którym zawierzyłbym we wszystko. Jeżeli chodzi zaś o muzykę przewodnią, traumatyzowała ona mój biedny, dziecięcy umysł jeszcze przez długie lata, aż do czasów nastoletnich. Nic nie wzbudzało we mnie takiego lęku jak ten sugestywny soundtrack, szczególnie usłyszany w nocy. Było w nim coś upiornego, niewypowiedzianego, gęstego. Do dziś, potrafi wzbudzić we mnie ciarki, nie powoduje jednak już przerażenia. Przy okazji tego wspomnienia powiem, jak poradziłem sobie z wyciszeniem niepokoju, który spływał na mnie przy tych dźwiękach. Zastosowałem terapię poprzez ekspozycję, ponad to w środowisku sprzyjającym występowaniu negatywnych emocji. Innymi słowy, przechadzałem się nocą po mieszkaniu lub parku z zapętloną muzyką na słuchawkach, trzęsąc się jak galareta i umierając z napięcia. Początki były trudne, lecz w końcu efekty zaczęły przychodzić i się utrwalać. Ciężko się żyje z wybujałą wyobraźnią i wysoką wrażliwością. 😱

Im bardziej zagłębiłem się w tematykę UFO i USO, tym silniejsze stawały się moje lęki i tym więcej miałem determinacji by szukać prawdy. Nie odpuszczałem żadnej nowiny, żadnego artykułu i żadnego filmiku w tej tematyce. Aktywnie uczestniczyłem w dyskusjach na forach internetowych, przeglądałem stronę paranormalne.pl, wciąż i wciąż. Moje zainteresowania znacząco się przez ten czas fascynacji obcymi poszerzyły. Demony, duchy, kryptydy, parapsychologia i ogólna, szeroko pojęta ezoteryka - były już wtedy moim chlebem powszednim. Wciąż jednak to cywilizacje pozaziemskie, zajmowały specjalne miejsce w moim sercu. Nie działo się tak bez powodu. Wielokrotnie miewałem sny, w których nawiedzały mnie niskie, szare istoty. Z niektórych snów, nie mogłem się nawet obudzić, póki zwyczajnie nie minęły. Nabawiłem się przy tym lęku do ciemności oraz nieprzeźroczystych, długich zasłon okiennych (obcy zawsze zza nich wychodzili). Przez jakiś czas wierzyłem nawet, że parokrotnie zostałem przez obcych uprowadzony, tak bardzo realne wydawały się te senne mary. To czego doświadczyłem, pokazało mi z perspektywy czasu, jak mocną siłę mają fiksacje i jak skomplikowanym i zdradziecko podstępnym organem jest mózg. Nie dziwuję się więcej wizjom, śmierci klinicznej, świadomym snom, OOBE (parokrotnie przeżyłem OOBE i wiele, wiele razy śniłem świadomie) i innym, przedziwnym zjawiskom. Wedle mojego zdania, mózgi ludzkie potrafią niesamowicie wiele rzeczy. To, że czegoś nie możemy wyjaśnić przy pomocy istniejących narzędzi i obecnej wiedzy, nie oznacza, że kiedyś nam się nie uda. Nauka to potęga. 😉

Sny o obcych ciągnęły się za mną latami, z różną częstotliwością. Gdy przechadzałem się nocami po dworze, mimowolnie szukałem w gwiazdach czegoś, co przekonałoby mnie do tego, że nie jesteśmy tu sami, do tego, że mam rację. Dwa raz wydawało mi się, że widziałem na niebie niezidentyfikowany obiekt. Być może i widziałem go naprawdę, wspomnienia te jednak z obecnej perspektywy, nie są już tak wyraźne, bym mógł je pod tym kątem analizować. Jako trzynasto-czternastolatek wielokrotnie wychodziłem również późną nocą, by udać się na otwartą przestrzeń i prosić w myślach, by obcy przybyli, pokazali mi, że są. Bardzo głęboko zakorzeniło się we mnie poczucie, że wręcz potrzebuje, by spotkało mnie coś niezwykłego. Poczucie, że po latach reaserchu, snów, analiz i propagowania tematu wśród znajomych, należy mi się „bliskie spotkanie”. Nie stało się to jednak nigdy. Jeżeli mam być szczery, wciąż nie tracę nadziei, że kiedyś będę świadkiem spotkania z istotą pozaziemską – w każdym razie nie jestem już obsesyjnie pochłonięty w podobnych pragnieniach. Przeżyłem w życiu wiele rzeczy, co do których miałem bądź mam nadal wątpliwości. 👽

Późno zacząłem wierzyć w siłę nauki, pozostawiając moją drugą naturę za grubą ścianą. Nadal mam otwarty umysł, ale dowiadując się coraz więcej o biologicznych podstawach zachowania, o niezwykłości ludzkiego organizmu i mózgu, a także o wielu mistyfikacjach w kontekście paranormalnym – skłaniam się do wyjaśniania rzeczy w sposób naukowy, lub mający przynajmniej naukowe podstawy. Życie poza naszą planetą, nie jest jednak jednym ze zjawisk nieprawdopodobnych. Wszystkie przesłanki, w tym badania statystyczne, mówią jasno – to nie jest prawdopodobne, by tylko na Ziemi, w obliczu wielkości nieskończonego wszechświata (choć czy jest nieskończony?), rozwinęło się życie. 👾

 

Pozdrawiam,

Tester Doświadczeń

czwartek, 19 września 2024

Toksyczna zazdrość X_x

 



Cześć Kochani,

 

W dzisiejszym materiale, chciałbym z Wami porozmawiać o zazdrości i tym jak bardzo ważne a jednocześnie zagrażające jest to odczucie. Zazdrość burzy relacje, zazdrość potrafi zmusić ludzi do nienawiści i kierować ich poczynaniami, zmuszając czasem do naprawdę irracjonalnych reakcji. Zazdrość jest emocją, na które nie mamy wpływu - nie da się nie czuć zazdrości, co najwyżej można regulować poziom jej intensywności, z różnym skutkiem. ❤

A więc, czym jest uczucie zazdrości? Zazdrość ma parę składowych. Składa się, bowiem z niezrozumienia, smutku, złości i pożądania. Jak widzicie moi Drodzy, są to same silne emocje, niekoniecznie nastrajające pozytywnie do życia. Czy jednak ostatecznie zazdrość to coś naprawdę złego? Tak jak wspomniałem, nie można nie czuć zazdrości a jej natężenie, definiuje tak naprawdę to czy wpływa ona w istotnie destrukcyjny sposób na życie nasze i ludzi w około. To trochę tak jak ze stresem. Póki mamy do czynienia z eustresem, motywuje on nas do działania i pobudza wydzielanie adrenaliny, która wspomóc ma nas w cięższej chwili. Lecz jeżeli stres, który na nas oddziałuje, zaczyna się przedłużać, bądź uderza w nas zbyt mocną falą, powstaje dystres. On już nie działa na nasz organizm zbawiennie. Jedyne, co powoduje to rozbicie, niepokój, zahamowanie i poczucie zagrożenia.  Analogicznie jest z zazdrością. Póki zazdrość jest zdrowa, motywuje do działania. Chcemy dogonić, przebić, przyćmić osiągnięcia osoby, której zazdrościmy. Rodzi się z tego coś na kształt rywalizacji. Natomiast, jeżeli zazdrość zaczyna zawładać naszymi procesami myślowymi i staje się głównym motorem napędowym, wtedy zaczyna robić się niebezpiecznie. Osoba pod wpływem zazdrości jest zdolna niemal do wszystkiego, nie działa na nią rozsądek i nie potrafi się sama powściągnąć. To zaś prowadzi do zachowań, które, na co dzień są zepchnięte w głąb naszej zwierzęcej duszy, w obawie przed wykluczeniem ze społeczeństwa i karą, która mogłaby nastąpić, jako odpowiedź na takowe zachowanie. Jaki jest najgorszy produkt uboczny szkodliwej zazdrości? Jest to zawiść. Zawiść, czyli wynikający z zazdrości gniew ukierunkowany na powodowanie szkód drugiemu człowiekowi. Bardzo często z zawiści rodzi się szczera nienawiść, zaś z tego uczucia, nie da się łatwo wyplątać. Nienawiść to najsilniejsze uczucie, jakie odczuwać może człowiek, niestety, ale tak jest prawda. 😥

Czemu więc czasem zazdrość nas pochłania a czasem nie? Od czego to zależy? Głównym czynnikiem występowania toksycznej zazdrości jest niskie poczucie własnej wartości, zaś ogółem pojawia się ona, gdy coś tym poczuciem wartości zachwieje. Uwierzcie mi, będąc ludźmi i dysponując całą gamą emocji, bardzo łatwo jest tym poczuciem zachwiać. Czasem robimy to sobie sami, zazwyczaj jednak, robią to za nas inni ludzie i to wcale niekoniecznie świadomie. To jest generalnie materiał na nieco inny tekst, jeżeli mam poruszyć kompleksowo pojęcie manipulacji i jej użytkowania w sposób nieuświadomiony, tutaj skupię się tylko na ogólnym stwierdzeniu, że wzbudzanie czyjejś zazdrości, wcale nie musi być uzyskane z premedytacją. Wystarczy czymś się pochwalić, coś zaprezentować, czegoś dokonać, o czymś opowiedzieć, coś napisać, gdzieś pójść – tak naprawdę można zrobić cokolwiek i wzbudzić tym czyjąś zazdrość. 😔

Jak już wspominałem przynajmniej dwukrotnie, nie da się zazdrości i jej wzbudzania unikać. Choćby było się najwspanialszym i najczulszym człowiekiem na świecie, to już sam ten fakt, dostrzeżony przez losową osobę, stanie się powodem do zazdrości, być może toksycznej. Nie ma sensu uważać na każdy ruch, mija się to totalnie z celem. Są jednak sposoby na to by jak najmocniej ograniczyć swój wpływ na innych. Przede wszystkim należy unikać samochwalstwa, prezentowania swojego majątku w sposób nadmierny. Ważne jest również ograniczenie udostępniania swojej prywaty do minimum oraz możliwie skromne podejście do życia, najlepiej nie przesadne. No i autentyczność. Ludzie, nawet Ci niewprawieni w relacjach i manipulacjach, instynktownie w większości wyczuwają fałsz, nawet, jeżeli nie są do końca świadomi, że posiadają taką umiejętność. Warto być sobą, powściągliwym sobą. 😎

No cóż, to tyle moi kochani zazdrośnicy. Mam nadzieję, że trochę rozświetliłem Wam ten z pozoru prosty temat, nie mam wątpliwości, że posiadaliście już wcześniej szeroką świadomość a propos tak oczywistego faktu, jakim jest poddawanie się takim emocjom. Natomiast pisanie o takich rzeczach, szczególnie tych ogólnie rozumianych, jeszcze mocniej wzmacnia posiadaną wiedzę i wprowadza nowe perspektywy. 😁

Trzymajcie się serdecznie,

Tester Doświadczeń

 

 

 


czwartek, 12 września 2024

Hmm...

 


         Witam Was, kolejny raz!

 

Ładnie się zrymowało, prawda? Dzisiaj jest dla mnie dziwny dzień. Czuję wewnętrzną pustkę i nie wiem czym stan ten powodowany jest. Czy to zmory przeszłości mnie atakują, może jestem znużony nudnym dniem w pracy, może dobija mnie sytuacja, w której się znajduje a może czuję zawód światem, w którym żyję? Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, jakie sobie postawiłem. Bardzo możliwe, że mój nastrój uległ pogorszeniu z uwagi na zlepek wszystkich tych czynników, a także tych, których nie jestem w stanie aktualnie zarejestrować. Macie też tak czasem?

Dzisiejszy tekst nie będzie długi, bo i dłuży mi się pisanie: myślenie przebiega wolno, myśli ulegają szybkiemu rozproszeniu. Zapytacie mnie być może, jak poradzę sobie z takim stanem? To zawsze dobre pytanie. Duża część osób bierze zły czas na przeczekanie. Z uwagi na jakże prosty zakres czynności, które należy w tym procesie wykonać, wydaje się, że jest to skuteczna droga do celu. Uważam nieco inaczej. Według mojego zdania, każda nieprzepracowana emocja, która pozostanie w nas, choćby miała zostać zakopana, kiedyś ponownie dojdzie do głosu, silniejsza i bardziej zajadła niż ostatnio. To bardzo ważne by rozszyfrowywać swoje emocje na bieżąco i nadawać im kryteria intensywności w oparciu o zdarzenia w jakich występują. Ja, przyznam się bez bicia, jestem osobą o niskiej pewności siebie, ciężko wierzyć mi w swoje możliwości i przyjmować aprobatę innych. Dlatego negatywne sytuacje, które mnie dotykają, ranią mocniej i na dłużej. Tym bardziej wypracowanie odpowiednich metod działania, było i jest dla mnie istotne.

Pierwszy krok w rozwiązywaniu problemów i pozbywaniu się fatalistycznego myślenia to oddalenie. Warto spojrzeć na wszystko możliwie obiektywnie i z dystansem. Moja terapeutka (bardzo mądra kobieta) stawia w procesie wychodzenia ze złych emocji na notowanie chwil. Polega to na spisaniu wszystkich spamiętanych dobrych i złych rzeczy jakie nas ostatnio spotkały. Mając wgląd w nie, możemy zacząć łączyć fakty. Gdy wiemy już nieco więcej o siatce powiązań między emocjami, zdarzeniami i aktualnym nastrojem, przechodzimy do ostatniego punktu – wypracowania rozwiązań.

 Załóżmy, że ktoś czuje dziwny smutek, tak samo jak ja dziś. W toku spisywania wydarzeń, okazało się, że ktoś rzucił w jego stronę niestosownym, krzywdzącym żartem. Ten ktoś na tamtą chwilę zaśmiał się w procesie obronnym i schował w głąb siebie przeżytą emocje. W między czasie miał dużo przeżyć, spotkał się z przyjaciółmi, wybrał z nimi na wycieczkę, na której dobrze się bawił. Po powrocie do domu, obejrzał jeden odcinek ulubionego serialu… jednak coś było nie tak. Gdzieś z tyłu głowy, jakieś natarczywe uczucie nie dawało mu się do końca odprężyć, wyłączył więcej telewizor i poszedł spać. Na następny dzień wszystko było ok, pokłócił się tylko o jakąś pierdołę z kolegą a wracając do domu z pracy, nie zauważył dziury w chodniku i potykając się upadł. Każdemu się może zdarzyć… i tak można opisywać kolejne dni, w których niby jest wszystko w najlepszym porządku, ale zdarzają się sytuacje, które ten porządek nienaturalnie szybko burzą.

 Owszem, życie jest nieprzewidywalne i zdarzają się różne rzeczy, często w jakiś sposób dotykające, bowiem jak to się mówi, każdy dzień to nowe wyzwanie. Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że gdyby w tamten, pozornie w większości udany dzień, ten hipotetyczny ktoś, którego sytuacje opisałem, skupiłby się na tym, dlaczego czuje takie a nie inne uczucie – wydarzenia z dnia kolejnego mogły nie mieć miejsca. Próg cierpliwości i stopień empatii wobec znajomego, mógłby być na innym poziomie, uwaga zaś mogłaby być mniej rozproszona. Tak działają właśnie duszone emocje – nakładają się na kolejne przeżywane i ingerują w procesy uwagi.

To tyle Kochani. Zabieram się właśnie za swoją własną analizę i powiedzieć tylko pragnę, byście nigdy nie dusili swoich emocji i nie odkładali ich na bok. Jeżeli coś czujecie, zawsze jest tego przyczyna i warto temu poświęcić uwagę. Sprawna kontrola, zawsze ogranicza niechciane skutki.

Pozdrawiam Was, miłego wieczoru!


Tester Doświadczeń.


czwartek, 5 września 2024

Zagniewani, wiecznie rozpędzeni.

 



 

Cześć Kochani moi.

Na pewno macie czasem przemyślenia odnośnie funkcjonowania świata i siebie w nim. Coraz więcej spotykam opinii, że ludzie są niezadowoleni z kierunku, jaki obierają i w jakim zmierza nasza Ziemia. Doskonale potrafię zrozumieć te obawy i do pewnego stopnia je podzielam. Postęp technologiczny powoli wymyka się spod kontroli, zaś ekologia dla naszego gatunku, obudziła się totalnie za późno. Niewiele jesteśmy w stanie zmienić w kwestii tego jak potoczą się dzieje świata, o ile sami go wcześniej nie zniszczymy wojnami i nienawiścią. 👹

Wydaje mi się, że ludzie mają w sobie za dużo gniewu. Owszem, gniew może być dobrym motorem napędowym, pomagającym osiągnąć prywatne dążenia. Jednak jednocześnie jest źródłem nieuwagi, frustracji a w skrajnych przypadkach, gdy dochodzi za daleko – cierpienia. Cierpienia nie tylko tego, który gniewem się kieruje, ale najbardziej tego, który z gniewem się musi stykać. Nie ukrywajmy, często gniewamy się o pierdoły, lub o rzeczy, na które kompletnie nie mamy wpływu. Czemu tak jest? Do końca nie wiadomo. Wydaje mi się natomiast, że wynika to z naszej inteligencji. Człowiek jest stworzeniem na tyle inteligentnym, że brak kompetencji i sprawczości, zwyczajnie go boli. Ludzie mają tendencje do nie tolerowania tego, czego nie mogą w jakiś sposób kontrolować. Ciężko wyzbyć się tego uczucia, stłumić na tyle, by irytacja nie doskwierała nam w codziennych sytuacjach. Uświadomienie sobie, że nie jest się wszechmocnym, wcale nie działa –bo chciałoby się. 😌

Takie emocje jak gniew, niepokój, lęk czy strach, sprawiają, że staramy się żyć szybko. Szczególnie, że jak każdy gatunek, jesteśmy śmiertelni, mamy ograniczony czas na pozostawanie w tym padole. Chcielibyśmy zrobić jak najwięcej, przeżyć jak najwięcej, kolekcjonować każdą chwilę i nie tracić jej na to, czego nie lubimy. Właśnie przez to, bardzo często umyka nam poczucie spełnienia. Nie jesteśmy w stanie go często osiągnąć przez to, że nie umiemy się wyzbyć myśli, że mogłoby być jednak lepiej. „Ci mają lepiej, tamci też, gdybym ja tak miał, to pewnie czułbym się szczęśliwy”. Gdyby to wszystko było takie proste. Truizmem, którego wielu nie akceptuje, bądź zaakceptować nie chce, jest fakt, że ile byśmy nie mieli, nasze poczucie, że moglibyśmy mieć więcej, żyć lepiej – nie ugaśnie. To klątwa ludzi, że posiadają analityczne umysły zdolne do szerokich wyobrażeń i ciągłego kombinowania. Inne istoty żywe, przynajmniej z tych, które znamy, nie posiadają takich problemów. Podejrzewam, że taki koń jest zadowolony, kiedy zaspokajane są jego podstawowe potrzeby. Mucha może być „szczęśliwa”, kiedy egzystuje. Dziecko niemające w pełni rozwiniętej świadomości, jest szczęśliwe, gdy ma zabawkę a ktoś jest obok, na odległość krzyku. Czemu my, dorośli ludzie, tak nie możemy? 😓

Myślę, że faktycznie nie możemy. Chociaż są ludzie, którzy zarzekają się, że nie posiadają pragnień i Ci, którzy określający się mianem „oświeconych”, przybierają jedynie maski, spychają w głąb swojej świadomości prawdę, zwyczajnie się okłamując. Życie w kłamstwie tak głębokim, że niemal nieuświadomionym, nie może być życiem szczęśliwym. Choć i tu można się ze mną kłócić, bowiem każdy ma przecież swoją definicję szczęścia, nie jest to coś uniwersalnego dla wszystkich. Ja jednak szczęście pojmuje bardzo rygorystycznie. Dla mnie szczęście ma bardzo prostą definicję i jest przeciwieństwem nieszczęścia. Nieszczęście to nagromadzenie zmartwień, także pojęcie szczęścia traktuje, jako brak zmartwień. Dlatego też uważam, że to dla człowieka za dużo i ze względu na zbyt rozwinięty mózg, jest on pozbawiony szansy by je osiągnąć. Smutne, ale no cóż. 💘

Mając w sobie tak wiele frustracji, gniewu, świadomości nieuniknionego końca i obaw przed różnymi rzeczami na drodze życia, człowiek skazany jest raczej na brak nieszczęścia niż szczęście i nie, nie jest to tożsame. Czy możliwe jest, że zaczniemy z czasem bardziej doceniać te dobre rzeczy niż martwić czy gniewać się tymi złymi? Mała szansa. Jest potwierdzone naukowo, że ludzie pamiętają lepiej to wspomnienia, które wiążą z przykrością. Zwyczajnie negatywne emocje są silniejsze i liczniejsze, nie ważne, co by prawili idealiści o nieskończonej sile miłości czy tym, że dobro zawsze zwycięży zło. Niestety, ale zło wygrywa o wiele częściej, do tego z prostej przyczyny. Zło atakuje. Obrona zawsze będzie obroną, czyli powstrzymaniem ataku przy poniesieniu możliwie niskich kosztów. ❤

Owszem, jest to krzywdzące.. owszem, nieuczciwe. Natomiast porzucanie dobrych wartości dla tych złych, nie powinno być brane pod uwagę. Zło jest silniejsze bo niszczy. Niszcząc zaś, sprawimy, że wszystko w około nas zacznie się kończyć - a z czasem dotknie to i nas samych. 🙈

Pozdrawiam,

Tester Doświadczeń.

Droga do s..........

  Witam moi Drodzy! Dzisiaj chcę poruszyć dość smutny i ciężki temat, jakim jest samobójstwo. Na pewno nie powiem przy tej okazji niczego,...